RSS Aktualności/Artykuły:
  • Osica: Europejska Służba Działań Zewnętrznych a postulat równowagi geograficznej

    Ekspert Centrum Europejskiego Natolin w Warszawie i wykładowca Collegium Civitas, zastanawia się nad “narodową” kompozycją Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych. Ten tworzony właśnie korpus dyplomatyczny ma być wizytówką całej wspólnoty UE poza jej granicami i dlatego nie może zostać zdominowany przez dyplomatów z kilku najsilniejszych krajów członkowskich. Jeśli podział ról w ESDZ nie zostanie ustalony według sensownego klucza uwzględniającego także czynniki geograficzne i demograficzne, wówczas raczej nie uda się stworzyć poczucia współodpowiedzialności członków UE za działania Europy w świecie.

    czytaj więcej »

    tagi: , , ,

  • Jan Rokita o europejskim federalizmie

    Komisja jest głównym wyrazicielem idei uniwersalistycznych na terenie Unii i trzeba mieć z nią coś na kształt sojuszu strategicznego. „Strategicznego” – to nie znaczy codziennie i we wszystkim, ale zawsze wtedy, kiedy jest jakaś ważna rozgrywka w Europie. Ale zupełnie inaczej jest z Radą i całą siecią instytucji międzyrządowych w Unii, wzmocnionych dziś Traktatem Lizbońskim. Tam trzeba mieć pełną gotowość do prania się po pyskach, tylko trzeba precyzyjnie wiedzieć kiedy, o co i jak – mówi Jan Rokita.

    czytaj więcej »

    tagi: , , , ,

  • Staniszkis: Nie wejdziemy do euro

    Jakub Lubelski: Pani Profesor, w ostatnim czasie Rosjanie nie tylko kupują okręty wojenne od zachodnioeuropejskich partnerów, doprowadzają do tego, że na Ukrainie jeszcze długo pozostanie ich flota ale i proponuje się otwarcie połączenie ukraińskiego przedsiębiorstwa energetycznego z rosyjskim. Ostatnio natomiast przedstawiciel Gazpromu gościł na Uniwersytecie Warszawskim i ofiarował polskim doktorantom stypendia na doktoraty o stosunkach polsko-rosyjskich…

    Jadwiga Staniszkis: Podam przykłady pokazujące coś zupełnie innego niż Pan sugeruje. Wielu analityków mówiło nawet, że szkoda tak pięknego Sewastopola na składnicę złomu. Obserwujący defiladę 9-ego maja, specjalista w TVN24, mówił że część uzbrojenia armii rosyjskiej pochodziła z lat `70-tych a nowoczesna część jak na przykład czołgi, wprawdzie jest produkowana w Rosji, jednak armii rosyjskiej na takie zakupy nie stać. To jest produkcja przede wszystkim na eksport do takich krajów jak Indie. Jeśli chodzi o połączenie Gazpromu z Naftohazem, rzeczywiście ta transakcja otrzymała błogosławieństwo zachodu. Jednak uważnie obserwujący sytuację dostrzegają tu przewrotny pomysł demontażu Rosji.

    Pani sugeruje, że Zachód prowadzi z Rosją jakąś grę?

    Skonfliktowane i anachroniczne państwo rosyjskie, traktuje się jako dodatek do Gazpromu, który znacznie łatwiej jest kooptować, wciągnąć w relację z zachodem. Na razie strategia polega na rozdymaniu Gazpromu, tak jak było overstretching Imperium, będzie overstretching Gazpromu, który rozciągając się nadmiernie, dostrzeże, że nie ma funduszy na modernizacje i złoża. Wtedy wejdą tam Niemcy. To jest właśnie strategia prowadząca do nadmiernego rozciągania, naprawdę zachód nie jest taki głupi. Kraje, o których u nas mówi się, że są w sidłach Rosji – przede wszystkim to Białoruś i Ukraina – prowadzą znacznie bardziej pomysłową politykę energetyczną niż taki kraj jak Polska, wykorzystując między innymi rurociąg Odessa – Brody. Tak jakbyśmy nie dostrzegali, że wymiar symboliczny jest zupełnie inny niż faktyczna polityka. To, co obserwujemy to z punktu widzenia faktycznej relacji sił ustępstwa bez większego znaczenia.

    Mam rozumieć że nie taki niedźwiedź straszny?

    Opisywałam kiedyś błędne rachuby Rosji po wycofaniu się z Europy środkowej, z oczekiwaniem, że będzie to obszar neutralny. Mam na myśli to, co zaproponował Gromyko już w 1985 roku, wówczas ZSRR oczekiwał nagrody, jaką otrzymały Chiny po 1978 roku, kiedy się reorientowały dyplomatycznie. To się nie udało. Każdy dolar, który po 1990 roku zgodnie z poprawką amerykańskiego senatora Jacksonsa otrzymywała Rosja, był związany ze zmniejszeniem jej zdolności wojskowych. Bardzo wyraźnie widać, że to jest kontynuowane.

    Proszę o więcej argumentów na to, że Rosja jest słaba, bo odnoszę wrażenie, że Polacy tak tego nie widzą.

    Warto pokazać znaczenie przesunięć we władzach w Azji centralnej. Na przykład zmiany w Kirgizji są interpretowane i ja także tak uważam, jako wzmocnienie obecności Stanów Zjednoczonych i Chin w tym obszarze i osłabienie Rosji w związku z modernizowaniem się Grupy Szanghajskiej. W dalszej perspektywie USA chcą jej przekazać kontrolę nad Afganistanem. Teraz wracając do Rosji, we wszystkich obszarach ma ona oczywiście swoje atuty, stosunki z Iranem, jest ważnym graczem, ma broń atomową, ale nawet ostatnie działania rozbrojeniowe nie zmieniają tego, że Rosja jest słaba i nie wykorzystała okresu po upadku komunizmu żeby się zmodernizować. Podczas kryzysu 1998 roku, Rosja była bliska rozpadu na autonomiczne terytoria. Putin powstrzymał te tendencje odśrodkowe, ale nie zmodernizował ani państwa, ani gospodarki. Kraje jak Turcja, Gruzja czy Izrael z USA tworzą pewnego rodzaju pierścień, do tego mamy Ukrainę i Białoruś prowadzące pomysłową politykę, no i my jako skansen. Ja to powiedziałam na konferencji w Wyższej Szkole Europejskiej im. Ks. Józefa Tischnera w Krakowie, odpowiadając wiceministrowi spraw zagranicznych Panu Borkowskiemu na jego referat, w którym mówił o zwrocie w naszej polityce wobec Rosji dokonanym przez Tuska.

    Jak Pani widzi sytuację Europy w trakcie kryzysu w Grecji?

    Bawarczycy z CDU zasugerowali, żeby nie pomagać Grecji i żeby ją wyrzucić z euro, co mogłoby być także lepsze dla Grecji, bo mogłoby lepiej zwalczyć kryzys mając możliwość oscylacji kursowych. Merkel oparła się temu, bo uznała, że to by pokazało, że można wrócić do własnej waluty. Dąży ona do stworzenia ponadpaństwowego rządu gospodarczego w ramach eurogrupy, czemu Bawaria jest przeciwna. Polityczny aspekt euro, to temat, o którym mówi cała zachodnia Europa, a u nas to wszystko jest interpretowane wyłącznie w kategoriach rynkowych.

    Krytykuje pani polską debatę o euro…

    Nie, Polska moim zdaniem nie wejdzie do euro.

    Nie wejdziemy do Euro w zapowiadanym terminie?

    Nie w ogóle, nie wejdziemy do euro, przecież to jest nie możliwe, już się o tym nie mówi. Już teraz widać, że mamy dwa razy większy poziom deficytu niż średnia unijna. Zresztą opis gospodarki przy pomocy kilku wskaźników jest niewystarczający. Może być archaiczna struktura, która ma niezłe wyniki – tak jak Rosja w 1998 roku, w kryzysie nie miała inflacji bo nie miała pieniądza – bo miała naturalną wymianę i zorganizowane rynki oparte na barterze. W tej chwili będą patrzeć na poziom technologiczny, jakość struktur a my się tu pogorszyliśmy. My wydajemy na badania 0,6 oni koło 4, Izrael 4,6 proc. PKB – to będzie decydowało czy jesteśmy w stanie zaczepić się o modernizującą się eurogrupę.

    Poszerzona wersja rozmowy przeprowadzonej 25 maja 2010 roku, dostępna jest na portalu „Teologii politycznej”.

    czytaj więcej »

    tagi: , , , , , , ,

  • Ukazał się nowy numer specjalny “Nowej Europy”

    Nowy numer specjalny pt. “Daleka Północ jako nowy obszar współpracy i rywalizacji” poświęcony jest perspektywom rozwoju sytuacji politycznej i bezpieczeństwa na europejskiej Dalekiej Północy oraz implikacjom tego procesu dla polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Polski. Analiza Olafa Osicy ma charakter przekrojowy. Przeczytaj całość.

    czytaj więcej »

    tagi: , , , , , ,

  • Jan Rokita o Europie

    Jakub Lubelski: W ostatnich latach, znów mamy powrót debaty o podstawowych kierunkach polskiej polityki zagranicznej. Co się takiego zmieniło?

    Jan Rokita: Trzy procesy, które przeobrażają świat wpływają mocno także na Polskę. Czy sojusz zachodni służy do obrony niepodległości Polski, Czech albo Rumuni? Kto stawia dzisiaj takie pytanie nie jest wariatem. Przede wszystkim w związku z przeniesieniem ciężaru zainteresowania zachodniego sojuszu obronnego na problemy azjatyckie. To po pierwsze.
    Po drugie, ciekawe przemiany nastąpiły na wschodzie i one postawiły pod znakiem zapytania tradycyjny „giedroyciowski” paradygmat polskiej polityki wschodniej. Co się zmieniło? Perspektywa tego, by mieć zachód po swojej lewej i prawej stronie okazała się raczej nierealistyczna. I wbrew temu, co się w Polsce mówi na temat reżimu Putina (a przynajmniej mówiło do katastrofy kwietniowej)- okazał się on sprawcą daleko idących zmian politycznych okcydentalizujących Rosję, w efekcie czego stała się ona jeszcze bardziej atrakcyjna dla świata zachodniego. Nas to wprawiło w konfuzję. Nam się wydawało, że tam będzie albo wieczyste pijaństwo i oligarchia w stylu Jelcyna, albo panowanie prymitywnych KGB-istów, ze skłonnościami do rządów jawnie dyktatorsko-policyjnych. A tymczasem Rosja się zdenikizowała, a rządząca ekipa przypomina białych z czasów kontrrewolucji.
    To jest dla Polski oczywiście kłopot. Nowa Rosja nie akceptuje bowiem współczesnego układu geopolitycznego i otwarcie mówi, że jej się ‘89 rok i jego skutki nie podobają i że chciałaby choć częściowo je cofnąć. Minister Ławrow może z największą szczerością i otwartością powiedział po wojnie gruzińskiej, że do takich akcji świat się musi przyzwyczaić. A zarazem Rosja jest bardziej niż kiedykolwiek praworządna, ładnie wyglądająca i respektująca prawa człowieka – przynajmniej te strzegące fundamentów życia prywatnego – np. wolność słowa czy swobody religijne

    Otwarcie stawia się pytanie o wejście w przyszłości Rosji do struktur zachodnich, Unii, NATO…

    No właśnie.
    A po trzecie nastąpiły symbolizowane przez Traktat Lizboński i jego konsekwencje zmiany w Unii Europejskiej. Paradoks polega na tym, że wejście w życie Traktatu było pewnie niezbędne do tego, żeby u lizbo-entuzjastów nastąpił proces rozczarowania jego oczywistymi i możliwymi do przewidzenia konsekwencjami. Przede wszystkim musiało nastąpić osłabienie mechanizmu wspólnotowego Unii na rzecz instytucji międzyrządowych z Radą na czele. Jeden z czołowych bojowników o traktat, który jeździł na Hradczany obrażać prezydenta Klausa – Daniel Cohn-Bendit niemal przeklął publicznie niemiecko-francuski traktatowy spisek po nominacjach Lady Ashton i Van Rompuya. To bardzo zabawne było.
    Te wszystkie kwestie otwierają przed Polską na nowo pytania geopolityczne. Po okresie dziecięctwa niepodległego państwa przychodzi powoli wiek dojrzały, a wraz z nim bardzo trudne, niejednoznaczne wybory.

    Czy wobec takiej analizy obecnej sytuacji, dyskusja na temat ogólnego kierunku przyszłości projektu integracyjnego, jak gdyby ustawionego pomiędzy Europą ojczyzn a Federalistami nie jest fałszywa?

    Nie widzę dzisiaj w Europie takiej alternatywnej idei, która mogłaby być faktycznym zaczynem jakiegoś wielkiego załamania procesu integracyjnego bądź renacjonalizacji na wielką skalę. Wielki projekt integracji Europy z fundamentem religijnym, którego ostatnim symbolem pozostanie cesarstwo Karola V, upadł pod ciosami idei reformy religijnej i suwerenności władców na przełomie XVI i XVII wieku. Z kolei trzy wieki później chwiejną i względną polityczną jedność dworów przeciw rewolucji zaordynowaną na Kongresie Wiedeńskim rozbił nacjonalizm prowadzący do wojny światowej. Dziś owszem, są w Europie – jak zawsze- bardzo rozbieżne interesy, ale nie widać ideowego paliwa dla mocnego rozłamu. Spory o finanse nie wystarczą.
    Więc choć w niezliczonych konfliktach, Europa jest nadal urządzana wedle konceptu uniwersalistycznego, który zresztą jest w Europie zdroworozsądkowy. To jest przecież tak mały kontynent, że z natury rzeczy musi ciągle wracać do projektu uniwersalistycznego, jeśli chce myśleć o jakiejkolwiek swojej roli w świecie. Z Europą jest trochę tak jak z Grecją antyczną, w której zwalczały się na śmierć i życie wszystkie większe miasta, ale w doktrynie politycznej obowiązywał zarazem dogmat panhelleńskiej jedności. W końcu urzeczywistniony – choć przemocą – przez Macedończyków.

    Pan opowiada o powrocie uniwersalizmu i braku jakiejkolwiek idei zastępczej a jednak wciąż słyszymy o renacjonalizacji w Europie…

    Tak i warto zastanawiać się nad współczesnymi źródłami partykularyzmów europejskich.

    Pan się zastanawia ale wciąż Pan krąży wokół tego uniwersalizmu.

    Bo ja bardzo myślowo lubię tę europejską tradycję uniwersalistyczną. Cenię ją jak każdy porządny konserwatysta, którym zapewne zresztą nie jestem, ale akurat ten wątek europejskiej tradycji konserwatywnej jest mi bardzo bliski. Jak to Norwid mówił – uniwersalizm europejski – to jest sprawa „chrystusowa”, a nie tylko polska. Czyli ważniejsza. Chodzi o to, co w ogóle stanie się z tzw. Zachodem.

    To już mamy motyw mesjanistyczny. To, wokół czego te nacjonalizmy się koncentrują?

    Europejskie partykularyzmy rozwijają się dziś głównie wokół coraz bardziej nerwowych i chaotycznych prób obrony rozkładającego się welfare state. Jest wiele grup interesu i nacisku na obronę najrozmaitszych przywilejów, związanych z ustanowieniem po Drugiej Wojnie Światowej państwa dobrobytu. O swoje przywileje walczą rozmaite branże, sektory, koncerny, regiony, grupy socjalne, związki zawodowe. A ich rzecznikami stają się bardzo często rozmaite demokratyczne rządy, zależne politycznie i wyborczo od tych lobbies. To jest dość częsty mechanizm napędzający spory międzyrządowe, jak np. o ochronę krajowej produkcji albo narodowych rynków pracy. Linie tych walk często się ze sobą przecinają i nie zawsze wiadomo kto z kim walczy naprawdę i dlaczego.

    Jakieś przykłady?

    Czy koncerny bardziej biją się z własnymi związkami zawodowymi, czy raczej używają swoich związkowców do walki z unijnymi instytucjami wspólnotowymi, odpowiedzialnymi za pilnowanie reguł jednolitego rynku? Wystarczy popatrzyć co działo się w ubiegłym roku w przemyśle samochodowym. Albo czy rządy niemal zgodnie blokujące ujednolicenie rynku telekomunikacyjnego w Europie działają przeciw integracji i przeciw interesom własnych obywateli, bo wierzą w zasadę narodowej suwerenności telekomunikacyjnej ponad wszystko? To nonsensowne przypuszczenie. Dzięki Komisji i opozycyjnej dziś w większości krajów Unii lewicy udało się niedawno trochę polepszyć nasze warunki korzystania z usług telekomunikacyjnych. Ale sojusz większości rządów i koncernów z europejskimi „suwerennosciowcami” uniemożliwił faktyczny przełom w tej dziedzinie. Kogo więc w tym przypadku reprezentowały owe „suwerennościowe” rządy, skoro szły przeciw oczywistym interesom swoich własnych obywateli – konsumentów? To jeden z licznych przykładów nikłej przejrzystości mechanizmu napędzającego trend anyintegracyjny.

    Jak ktoś, kto tak jasno widzi i celnie określa te rozmaite formy egozimów, może jednocześnie obstawać przy idei uniwersalizmu i federalizmu UE?

    Odpowiedź zależy od tego, co Pan ma na myśli mówiąc o „obstawaniu”. Jeśli chodzić by miało o ocenę długofalowych celów polskiej polityki – to rzecz wydaje mi się dość oczywista. Dla dużego, ale ubogiego kraju położonego między Rosją i Niemcami federalizm europejski jest lepszy od antyfederalizmu. Tak z powodu zapóźnienia materialnego -integracja pozwala na efekt zwiększającej się spójności, jak i z powodów geopolitycznych – przy dobrej polityce w Unii Polska może cos znaczyć, a między Rosją a Niemcami nigdy nic. To jest skrót strategicznej polskiej argumentacji w sprawie wyższości federalizmu. Natomiast zgodzę się, że w codziennym wymiarze praktycznym rzecz nie jest tak jednoznaczna. W Unii od pewnego czasu przyjęło się, że z hasłami europejskimi na ustach najwięksi walczą o swoje, przy czym często – jak mówiłem – to „swoje” nie wiadomo czyje jest dokładnie. I Polska musi umieć robić to samo, czyli bić się i wygrywać różne interesy, wtedy gdy warte są one obrony. A więc trzeba nam niejako prowadzić politykę dwutorową.

    Jak to Pan dokładniej rozumie?

    Świętej pamięci Krzysztof Skubiszewski prowadził kiedyś dwutorową politykę wschodnią: za niepodległością republik sowieckich i za ówczesną Wspólnotą organizowaną przez Moskwę. Mam wrażenie, że trzeba nam czegoś zbliżonego w polityce europejskiej. Na poziomie długofalowego interesu Polski – strategicznym partnerem jest Komisja, są instytucje wspólnotowe i na dodatek ta obrzydliwa biurokracja, która ma same wady, ale jedną kluczową zaletę z polskiego punktu widzenia: pragnie ograniczenia niemiecko-francuskiej dominacji, i chce integracji bardziej na modłę Związku Beockiego, a nie Symachii Delijskiej. W jej interesie leży bowiem, żeby rządy były w ręku sporej grupy większych i równoprawnych polis, nie zaś, żeby z Aten kontrolowano par force każda wysepkę.
    Komisja jest głównym wyrazicielem idei uniwersalistycznych na terenie Unii i trzeba mieć z nią coś na kształt sojuszu strategicznego. „Strategicznego” – to nie znaczy codziennie i we wszystkim, ale zawsze wtedy, kiedy jest jakaś ważna rozgrywka w Europie. Ale zupełnie inaczej jest z Radą i całą siecią instytucji międzyrządowych w Unii, wzmocnionych dziś Traktatem Lizbońskim. Tam trzeba mieć pełną gotowość do prania się po pyskach, tylko trzeba precyzyjnie wiedzieć kiedy, o co i jak. No, ale to już jest kwestia treści, a nie tylko formy europejskiej polityki.


    Skrócona wersja rozmowy z Janem Rokitą, przeprowadzonej 24 marca 2010 roku. Całość na stronie „Teologii Politycznej”

    czytaj więcej »

    tagi: , , , , , , ,

  • Numer 1 (9) / 2010

    Wstęp
    Spis treści
    Marek A. CICHOCKI – Europejska Polityka Sąsiedztwa czy Polityki Sąsiedztwa?
    Jakub LUBELSKI – Związek Bałtycki i Trzecia Europa. Koncepcje reorganizacji Europy Środkowej w polityce zagranicznej II Rzeczypospolitej
    Michał ŁUSZCZUK – Obszary arktyczne w działalności UE

    czytaj więcej »

  • Osica: Europa i jej barbarzyńcy

    „Kolorowe rewolucje” w Gruzji i na Ukrainie nie spełniły wielu nadziei, ale uruchomiły procesy, które zmieniły oba państwa i społeczeństwa. Dlaczego zatem Unia Europejska nie spieszyła się i nadal nie spieszy z wciąganiem obu krajów w orbitę swych wpływów? – zastanawia się Olaf Osica w “Tygodniku Powszechnym”.

    czytaj więcej »

    tagi: , , , ,

  • Żurawski vel Grajewski: Haiti to test dla zdolności operacyjnych UE

    Klęska naturalna jaka dotknęła Haiti, należąca do największych katastrof tego typu ostatnich lat i porównywalna tylko z tsunami na Oceanie Indyjskim z 2004 r., stała się jednocześnie testem dla sprawności operacyjnej „globalnego aktora”, jakim chce być Unia Europejska – pisze Przemysław Żurawski vel Grajewski.

    czytaj więcej »

    tagi: , , ,

  • Osica: Obama jest naszym dłużnikiem

    Dzisiaj nie jestem w stanie bronić polskiego udziału w operacji afgańskiej ani zwiększenia naszego zaangażowania. Rozumiem jednak, dlaczego rząd i prezydent pośpieszyli się z decyzją: to jedyny realny i zarazem ostatni instrument polskiej polityki wobec USA – pisze Olaf Osica w “Tygodniku Powszechnym”.

    czytaj więcej »

    tagi: , ,

  • Nowa książka Andrzeja Wierzbickiego

    Książka Europa w polskiej myśli politycznej i historycznej XIX i XX wieku – Andrzeja Wierzbickiego, ukazała się nakładem wydawnictwa Trio i Centrum Europejskiego Natolin. Zobacz spis treści i przeczytaj pierwszy rozdział.

    czytaj więcej »

    tagi: , , ,